Kontrowersje wokół miejskich budżetów partycypacyjnych

Pochodząca z Brazylii inicjatywa budżetów obywatelskich przyjęła się już w kilkunastu polskich miastach. O wydatkach samorządowych mogą decydować mieszkańcy m.in. Płocka, Krakowa, Bydgoszczy, Chorzowa, Poznania i Wrocławia. Niestety sens całej koncepcji jest ściśle uzależniony od poziomu aktywności obywatelskiej. Z tą u nas jest wciąż bardzo słabo.

Inicjatywa obywatelskich budżetów znana jest na całym świecie, o części środków budżetowych decydują mieszkańcy już prawie półtora tysiąca miast w Europie, Ameryce Północnej, Południowej, Azji oraz Afryce. Chociaż jeszcze kilka lat temu pomysł wydawał się niemożliwy do realizacji, zaczął funkcjonować również w Polsce. Pierwszym miastem, które zdecydowało się na wprowadzenie budżetu partycypacyjnego był Sopot. Mieszkańcy mieli tam do wydania 3 mln złotych złotych. W kolejnym roku 10 mln dostali poznaniacy. Procent obywatelskich wydatków w stosunku do całego budżetu poszczególnych miast ma rosnąc z roku na rok.



W Łodzi przekazano ostatnio obywatelom aż 20 mln złotych. Mieszkańcy chyba nie są do końca świadomi, że dysponują taką kwotą i mogą uczestniczyć w procesie decyzyjnym dotyczącym swojego miasta. Na spacer badawczy z budżetem obywatelskim, który był organizowany w ostatnim czasie wybrało się tylko pięć osób. Miejmy nadzieję, że powtórzy się tu scenariusz z Wrocławia, gdzie początkowo inicjatywa cieszyła się bardzo małym zainteresowaniem, ale ostatecznie do magistratu trafiło ponad dwieście projektów budżetu obywatelskiego.

Popularność tego rozwiązania w polskich miastach to dowód na to, że pierwszy krok w sprawie demokratyzacji procesów decyzyjnych dotyczących samorządowych budżetów został już podjęty. Inicjatywa zyskała przychylność władz. Kolejnym etapem powinno być jej nagłośnienie. Przydałaby się na pewno kampania promująca samą inicjatywę oraz taka, która w prosty sposób przybliżyłaby mieszkańcom funkcjonowanie budżetów partycypacyjnych. Poza takimi jednorazowymi kampaniami niezbędna jest stała komunikacja uświadamiająca i edukująca obywateli, że mają wpływ na to, co dzieje się w ich kraju. W ramach projektu „I am Europe” dzielimy się najlepszymi praktykami w zakresie działań obywatelskich, przedstawiamy innowacyjne modele aktywnego uczestnictwa. Może podobne projekty na dużą skalę przydałby się również na szczeblu lokalnym.

Jest jednak jeden element całej inicjatywy budżetów, który może niepokoić. Część z projektów, które zostają przegłosowane przez obywateli i tak nie jest realizowana. Czasem projekty są za drogie albo po prostu nie pokrywają się z priorytetami władz samorządowych. W konsekwencji inicjatywa traci wiarygodność i budzi uzasadnioną irytację mieszkańców. Przykładem jest Sopot, gdzie wybrane do realizacji zostały projekty, które wcale nie zyskały największej liczy głosów obywateli. Być może to m.in. z tego powodu frekwencja podczas powstawania drugiego budżetu obywatelskiego spadła o ponad 40%. Możliwym rozwiązaniem tego problemu byłoby stworzenie definicji budżetu obywatelskiego i wprowadzenie jej do prawa polskiego. Obecnie nie ma żadnego formalnego zapisu, który regulowałby takie inicjatywy.

W Polsce idea budżetu obywatelskiego dopiero raczkuje i nie należy jej surowo krytykować, a jedynie przyglądać się i wyciągać wnioski z pojawiających się problemów. Skoro do projektu udało się przekonać samorządowców, warto teraz mocno zaangażować w akcję obywateli.
Trwa ładowanie komentarzy...